Operacji w lubelskim porcie jest coraz więcej. Mimo to nadal nie ma decyzji MSW w sprawie stałego przejścia granicznego - pisze Kurier Lubelski.

 

O utworzenie stałego przejścia granicznego władze lotniska zabiegały jeszcze podczas jego budowy - od 2009 r. Dziś na odprawy funkcjonariusze dojeżdżają i o planowanych operacjach muszą wiedzieć przynajmniej z 48-godzinnym wyprzedzeniem - czytamy w Kurierze Lubelskim. Stanowi to duże utrudnienie, zwłaszcza przy realizacji lotów biznesowych.

W marcu br. Jolanta Szołno-Koguc, poprzedni wojewoda, skierowała do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych kolejny wniosek o utworzenie stałego przejścia. W ub.r. resort argumentował odmowy zbyt małą ilością połączeń.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Co prawda dwa połączenia zlikwidowano (Dublin, Liverpool), ale loty uruchomiły Carpatair i Lufthansa, a Eurolot zaczął latać do Mediolanu i Wrocławia. W rekordowym dniu (piątek) na lubelskim lotnisku ląduje (i startuje) osiem samolotów.

To nie przekonuje MSW, bo decyzji nadal nie ma. Resort zwrócił się do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego z prośbą o dodatkową analizę ruchu na lotnisku. - Otwarcie stałego przejścia granicznego na lotnisku to jeden z priorytetów wojewody - zapewnia dziennikarzy KL Marcin Bielesz, rzecznik LUW.

W marcu poparcie wniosku wojewody zapowiadali posłowie z Lubelskiego Zespołu Parlamentarnego. Dziś nawet ci pracujący w Komisji Spraw Wewnętrznych (Grzegorz Raniewicz z PO i Małgorzata Sadurska z PiS) nie są w stanie powiedzieć, czy na realizację postulatu są jakieś szanse.