43-letnia mieszkanka Lublina roztrwoniła pieniądze, a potem zgłosiła policji, że padła ofiarą rozboju. Teraz może usłyszeć zarzut fałszywych oskarżeń i fałszywego zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie.

 

Policjanci z V komisariatu pod koniec minionego tygodnia otrzymali zgłoszenie z jednego z lubelskich szpitali o tym, że na izbę przyjęć trafiła kobieta, która padła ofiarą rozboju. 53-latka miała uskarżać się na bóle. Po dobie kobieta została zwolniona do domu.

Do rozboju miało dojść w miniony piątek około godz. 22 przy ul. Paderewskiego. Z relacji 53-latki wynikało, że gdy szła chodnikiem podszedł do niej mężczyzna, który próbował zabrać jej z ramienia torebkę. Kiedy napastnikowi to się nie udało, uderzył kobietę w tył głowy, po czym zbiegł.

Nieoczekiwany obrót w tej sprawie przyniosły nowe ustalenia funkcjonariuszy, którzy nabrali pewnych wątpliwości w wiarygodność słów poszkodowanej lublinianki. Dopatrzyli się bowiem pewnych rozbieżności w tym co kobieta zeznała z tym, co sami ustalili.

Ponadto okazało się, że ta sama kobieta tydzień wcześniej zgłaszała policji, że została oszukana przez swoją koleżankę. Z jej relacji wynikało, że pożyczyła znajomej kilkadziesiąt tysięcy złotych na leczenie dziecka i do tej pory nie otrzymała zwrotu gotówki. 53-latka podała policjantom personalia tej kobiety. Po sprawdzeniu w bazach danych okazało się jednak, że osoba o takich danych nie istnieje.

Policjanci wezwali 53-latkę na komisariat. Kobieta w końcu przyznała się, że zarówno rozbój jak i pożyczka pieniędzy to wymyślona historia. Prawdą okazało się natomiast to, że lublinianka zgłosiła przestępstwa na policję, gdyż chciała udokumentować dociekliwym członkom rodziny fakt utraty kilkudziesięciu tysięcy złotych, które uzyskawszy po sprzedaży mieszkania, roztrwoniła.

Kobieta może wkrótce usłyszeć zarzut fałszywych oskarżeń i fałszywego zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie, za co grozi kara do 3 lat więzienia.