Aktualności
Rozmowa z Marcinem Wrońskim, pisarzem, autorem serii kryminałów z komisarzem Maciejewskim. – Moje lubelskie inspiracje zaczęły się od tego, że Lublina nie lubiłem, tylko jako człowiek dociekliwy, chciałem ustalić, dlaczego go nie lubię – mówi w rozmowie z nami pisarz.
Dostał Pan nagrodę Wielkiego Kalibru, przyznawaną co roku podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu oraz Nagrodę Czytelników Wielkiego Kalibru za powieść „Pogrom w przyszły wtorek". To spełnienie marzeń dla pisarza? Która z tych nagród ma większe znaczenie?
- Spełnieniem pisarskich marzeń byłyby dziesiątki przekładów, ekranizacje i sprzedaż na skalę na przykład Dana Browna, ale Wielki Kaliber też ma dla mnie wielkie znaczenie. To najbardziej prestiżowa i zaszczytna nagroda, na jaką może liczyć polski autor kryminałów. Traktuję ją jako coś w rodzaju ostatecznego dowodu, że Wroński umie pisać. A jeszcze ważniejsza od samej nagrody była atmosfera, w jakiej mi ją przyznano. Absolutna jednomyślność jurorów i czytelników zdarzyła się po raz pierwszy w historii festiwalu. Cieszyłem się z tego tym bardziej, że za „Pogrom w przyszły wtorek" dwa miesiące wcześniej dostałem również nagrodę na festiwalu „Kryminalna Piła". Wielka szkoda, że moja radość z Wielkiego Kalibru nie trwała długo, bo tydzień później zmarł Robert Kuwałek, przyjaciel, czytelnik i konsultant historyczny moich retrokryminałów. To smutne wydarzenie całkiem zwarzyło mi humor.
Właśnie wyszła Pana najnowsza powieść pt. „Haiti". Z czym tym razem musi się zmierzyć komisarz Maciejewski?
- Co najmniej z trzema problemami, bo co jak co, ale kłopoty zawsze się go trzymają. Musi rozwiązać sprawę tajemniczej śmierci nieznanego mężczyzny, znalezionego w stajni, w boksie klaczy o imieniu Haiti. Jej właścicielem jest znakomity arystokrata, książę Czetwertyński, co sprawia, że śledztwo staje się wysoce nerwowe. A w dodatku kilka dni później ma miejsce włamanie do kasy ogniotrwałej w browarze Vetterów, czyli w dzisiejszej Perle. Nie będzie łatwo, jednak Maciejewski poradzi sobie. Przeczytajcie Państwo, to przekonacie się, w jaki sposób.
Kiedy możemy się spodziewać kolejnej części przygód komisarza Maciejewskiego?
- Nad kolejnym kryminałem, „Kwestją krwi" - zatytułowaną tak zgodnie z przedwojenną ortografią – jeszcze pracuję. Byłbym bardzo zadowolony, gdyby trafiła do księgarń jesienią tego roku, niestety nie mogę tego obiecać. Jeżeli się nie uda, to w 2015 na pewno.
Akcja Pana książek toczy się w Lublinie. W jaki sposób nasze miasto Pana inspiruje?
- Szczególnie swoją historią. Moje lubelskie inspiracje zaczęły się od tego, że Lublina nie lubiłem, tylko jako człowiek dociekliwy, chciałem ustalić, dlaczego go nie lubię. Niestety, kiedy zacząłem zgłębiać historię naszego miasta, przyszło przewartościowanie, bo Lublin z przeszłości okazał się moim mrocznym przedmiotem pożądania. Zaczarowały mnie podejrzane zaułki, pełne prostytutek Stare Miasto, fabryki... Potem ta miłość przeniosła się również na Lublin teraźniejszy, także dzięki licznym czytelnikom i ich wyrazom sympatii do tego, co robię.
Więcej o autorze
www.marcinwronski.art.pl
www.wronski.wordpress.com
- Szczegóły
- Kategoria: Rozrywka i kultura
- 13.07.2014











